Jestem bezpieczna w Brukseli

Budzik zadzwonił  jak co dzień, śniadanie, poranna kawa, która już nie była taka jak inne. Czerwone komunikaty na ekranie telewizora, telefon od siostry z Polski: Co u Was, jesteście bezpieczni?
Tak jesteśmy! Antoś jest ze mną w domu, Tomek w pracy.
I później już lawina komunikatów, jak:

NAJWYŻSZY STOPIEŃ ZAGROŻENIA co oznacza, że ''ryzyko dalszych zamachów jest nieuchronne'', prosimy o pozostanie w domach, trwa akcja antyterrorystyczna w wielu miejscach w Brukseli,
Transport publiczny nie działa. Władze belgijskie proszą o nieużywanie telefonów komórkowych oraz proszą o oddawanie krwi.

Otuchy dodają sms-y, emaile od przyjaciół z Polski, cudownie mieć osoby, które są z Tobą duchem, choć odległość dzieląca to ponad 1000 kilometrów. Odpisuję, jest dobrze, choć w głębi duszy myślę, że nie. Nawet słońce na niebie się schowało, jest smutno, pochmurno i łzy cisną się do oczu, że dochodzi do takich rzeczy, gdy człowiek potrafi nieść za sobą śmierć i cierpienie.

Siedzimy w domu z duszą na ramieniu, do miejsca gdzie przeprowadzają teraz akcję antyterrorystyczną mam 15 minut spacerkiem, belgijski telefon nie odpowiada, słychać syreny karetek, policji, co będzie dalej .....?

godz. 14:13 
Na koniec wpis z facebooka KOLEGI z pracy / dziękuję Daniel /





Brak komentarzy:

Laika. Obsługiwane przez usługę Blogger.